Codziennie Produktywnie - logo

// Bezpłatny e-book + zapis do newslettera

JAK ZACZĄĆ I NIE PRZESTAĆ?

Wewnątrz znajdziesz…

15 piekielnie skutecznych rad, które pomogą Ci spełniać marzenia, osiągać cele, budować nawyki i zwiększać produktywność.

 

 

Wszystkie rady zostały ułożone w logiczny ciąg działań wspomagających Cię w drodze do osiągania celów.

 

 

Dołącz do prawie 1.000 osób, które regularnie czytają newslettera.

Miracle morning, czyli cudowne poranki

Miracle morning, czyli cudowne poranki. Brzmi świetnie. Prawda? Pewnie słysząc te słowa, też tak jak ja, widzisz, ludzi wstających z uśmiechem na ustach, i radośnie rozpoczynających dzień z parującym kubkiem gorącej kawy.

Jestem ciekawy, czy u Ciebie wygląda, to podobnie? Prawie jak z reklamy kawy. A co jeżeli nie wygląda? U mnie nie wygląda tak jak na reklamie. Rano  przypominam przebudzającego się zombie ze starych horrorów. Co prawda potem jest lepiej, ale o tym w dalszej części artykułu.

Dobrze, a co można zrobić, żeby poranki były bardziej znośne? Jest na to sposób i to nie jeden. Zacznijmy zatem od miracle morning, który jest powodem tych dywagacji. Potem zobaczymy, czy jest jeszcze inna droga do cudownych poranków.

 

CO TO JEST MIRACLE MORNING?

Hal Elrod, amerykański mówca motywacyjny stworzył miracle morning, którego głównym elementem jest sekwencji S.A.V.E.R.S. (można to przetłumaczyć jako oszczędzający), to akronim od sześciu słów:

  • silence — wyciszenie,
  • affirmations — afirmacja,
  • visualization — wizualizacja,
  • excercise — ćwiczenia,
  • reading — czytanie,
  • scribing — pisanie.

Początkowo ta koncepcja służyła samemu autorowi i pomogła mu wyjść z dołka, w którym się znalazł. Potem Hal Elrod opisał tę koncepcję nie tylko w swoim kursie, ale również w książce Fenomen poranka.

 

S — SILENCE

Pierwszym elementem miracle morning jest silence, czyli świadome wyciszenie, które może trwać od kilku do kilkunastu minut i przyjąć różne formy. Może to być medytacja, modlitwa, rozmyślanie, praktyki oddechowe, czy wyrażanie wdzięczności.

 

A — AFFIRMATIONS

Po praktykach wyciszających przychodzi czas na affirmations, czyli afirmację. Celem porannej afirmacji jest rozwój odpowiedniego nastawienia, przede wszystkim w stosunku do siebie i swoich możliwości. Afirmacja powinna być pozytywna i podkreślać, to do czego dążymy. Może na przykład mieć krótką formę, na przykład: „Zwracam uwagę na to, co jem i zdrowo się odżywiam”. Może też przyjąć dłuższą formę, na przykład: „W pracy jestem cierpliwy i dokładny. Nie wydaję pochopnych sądów i skupiam się na tym, co robię. O współpracownikach mówię pozytywnie albo wcale”. Afirmacja ma na celu zmianę naszego nastawienia i naszego postępowania w jakimś określonym aspekcie. Powinno się ją powtarzać kilka lub kilkanaście razy. Można też ją dodatkowo parokrotnie zapisać.

 

V — VISUALIZATION

Visualiation, to inaczej wizualizacja. Może się wydawać, że jest podobna do afirmacji, ale dotyczy innego obszaru naszego życia. Wizualizacja polega na wyobrażaniu sobie naszych marzeń, celów i planów, które chcemy zrealizować i działań, które podejmujemy, by je osiągnąć.

 

E — EXCERCISE

Po ćwiczeniach duchowych i umysłowych przychodzi czas na ćwiczenia fizyczne. Według Hala Elroda wystarczy kilka – kilkanaście minut ćwiczeń, aby poczuć się lepiej i być bardziej sprawnym.

 

R — READING

I znowu wracamy do aktywności umysłowej, czyli czytania. To może być zarówno literatura rozwojowa, jak i literatura faktu, czy beletrystyka. To nie ma znaczenia, ważne, aby rano przeczytać coś, co jest dla nas ważne. Lubisz czytać powieści, czytaj powieści. Potrzebujesz motywacji, czytaj literaturę rozwojową.

 

S — SCRIBING

Ostatnim punktem na liście jest Scribing, czyli pisanie. Tutaj rozumiane jako prowadzenie dziennika. A więc zapisywanie naszych myśli, spostrzeżeń, zaplanowanie dnia, czy napisanie podsumowania.

 

MAŁE ALE…

To wszystko wygląda ładnie na papierze, ale wymaga od nas pewnych istotnych zmian w porannej rutynie. Aby przejść cały proces, Hal Elrod proponuje zarezerwować sobie około godziny, czyli po około 10 minut na każdy etap. I to jest chyba największa bolączka tej metody, przynajmniej dla mnie. Już wyjaśniam dlaczego.

Trzy dni w tygodniu wstaję o 5 rano, dwa dni o 6 rano i dwa dni o 7 rano. Taki układ poranków związany jest z rytmem dobowym mojej rodziny (praca itp.). Teraz, żeby móc wdrożyć plan Hala w życie, musiałbym wstać przynajmniej godzinę wcześniej niż zazwyczaj. Czyli odpowiednio: trzy razy o 4 rano, dwa razy o 5 rano i 2 razy o 6 rano.

Żeby wstać w miarę wypoczętym o tak wczesnej porze, to musiałbym zasypiać znacznie wcześniej niż do tej pory. W trzy dni tygodnia byłyby to okolice 21 godziny. Nie wiem, jak dla Ciebie, ale dla mnie, to nadal pora, o której sporo się dzieje.

Jeżeli tak jak ja jesteś w związku, a do tego masz dzieci, to gotowy przepis na tragedię. W końcu najwięcej czasu dla bliskich mamy właśnie wieczorem, gdy prace domowe zostały już zrobione, lekcje odrobione, wszystko w domu w miarę ogarnięte. Często dopiero wtedy możemy usiąść razem, obejrzeć wspólnie film, zagrać w grę, czy porozmawiać ze spokojem.

Co więcej, przy małych dzieciach (mam to już za sobą) to pora, kiedy jeszcze może kończyć się zabawa z  myciem, przebieraniem i usypianiem dzieci. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której idziemy spać, zostawiając żonę/męża z dziećmi, tylko po to, by wstać godzinę wcześniej i oddać się praktykom miracle morning.

 

WERSJA SKRÓCONA

Co prawda jest też skrócona wersja, którą można zrealizować w 30 minut, czyli po 6 minut na każdy element miracle morning, ale też jest pewne „ale”. Dodatkowo 6 minut na takie aktywności jak czytanie, pisanie, czy ćwiczenia, to moim zdanie trochę za mało. Ja wiem, że każda ilość czasu jest cenna, ale jak pisałem pamiętnik, to zajmowało mi to niekiedy nawet 60 minut. Samo planowanie następnego dnia potrafi mi zająć 10 – 15 minut, w zależności od tego, jak bardzo skomplikowany jest następny dzień. Nie mówię już o czytaniu. Czytam bardzo wolno, aby czuć się z tym lepiej, powtarzam sobie, że jestem fanem slow reading (kiedyś napiszę o tym artykuł). W 6 minut przeczytam zaledwie trzy strony tekstu, to nawet niej jest jeden rozdział, ba to nie jest nawet podrozdział książki.

 

MOJE CUDOWNE PORANKI

Przechodząc do sedna, tak naprawdę miracle morning są przede wszystkim cudownymi porankami Hala Elroda. To jemu pomogły poradzić sobie z przeszkodami, które stanęły mu na drodze. I to dla niego stanowią największą wartość. Wiem, że są ludzie, którym książka Fenomen poranka i koncepcja miracle morninig pomogła i to jest super. Wiem też, że ta koncepcja nie jest dla wszystkich, w tym na pewno nie jest dla mnie. Nie mam ochoty wywracać swoje życie i życie moich bliskich do góry nogami, tylko po to, by mieć rano godzinę na S.A.V.E.R.S.

Natomiast moje cudowne poranki definiują trzy elementy:

  • brak pośpiechu,
  • prostota,
  • spędzenie czasu z bliskimi.

 

BRAK POŚPIECHU

To pierwszy element kształtujący mój poranek. Wstaję wcześniej, niż bym musiał (jakieś 15 – 20 minut wcześniej), by ze spokojem zająć się poranną toaletą, wspólnie z żoną i córką zjeść śniadanie oraz ze spokojem przygotować się do nadchodzącego dnia i czekającej na mnie pracy.

 

PROSTOTA

Rano staram się skupić na tym, co najważniejsze. Robię tak dlatego, że rano, mimo że wstaję wcześniej, niż bym musiał, mam mniej czasu niż o innych porach dnia i bardzo wyraźną godzinę graniczną – tę, o której zaczynam pracę. Dlatego uprościłem wszystko to, co możliwe i skupiłem się na tym, co najważniejsze z punktu widzenia rozpoczęcia dnia. Schemat dnia jest prosty i w żadnym aspekcie nie przypomina cudownych poranków Hala Elroda, a składa się na nie:

  • pobudka,
  • poranna toaleta,
  • ubranie się,
  • ścielenie łóżka,
  • odsłanianie okien,
  • szykowanie wspólnie z żoną śniadania,
  • budzenie córki,
  • wspólne śniadanie,
  • sprzątanie po śniadaniu,
  • sprawdzenie planu dnia,
  • przygotowanie stanowiska do pracy (pracuję z domu),
  • drobne prace domowe (jeżeli są jakieś do zrobienia i jest na to jeszcze czas),
  • rozpoczęcie pracy.

 

SPĘDZANIE CZASU Z BLISKIMI

Spędzanie czasu z żoną i córką, które są moimi ulubionymi ludźmi, to najważniejszy rytuał poranka. Nie zawsze tak było. Był czas, kiedy twierdziłem, że rodzina jest mi bliska, ale wcale tak nie było. Z jednej strony zapracowywałem się w pracy, a popołudniami do późnego wieczora pisałem doktorat, którego ostatecznie nie obroniłem (to też temat na odrębny artykuł). Żonę i córkę widywałem przelotnie rano i wieczorem. W weekendy chodziłem na uczelnię i większość czasu spędzałem na zajęciach lub w bibliotece.

Teraz jest inaczej, rodzina jest na pierwszym miejscu, to z nią chcę spędzać czas i z nią chcę zaczynać każdy dzień.

 

TWÓJ MIRACLE MORNING

Jeżeli mierzysz się z trudnymi porankami, to nie chciałbym zostawiać Cię z niczym. Jeżeli nie masz czasu, gonisz w piętkę i po przebudzeniu gdzieś tam w środku czujesz ukłucie strachu, to chciałbym zachęcić Cię do zmiany.

Zacznij od zapisania tego, jak wygląda Twój poranek. Zapisz wszystko, co robisz. Zapisz dokładnie, o której to robisz i ile czasu Ci to zajmuje. Możesz zrobić lustro poranka dla każdego dnia tygodnia.

Następnie przyjrzyj się temu obrazowi. Co widzisz? Jaki schemat się powtarza? Jakie czujesz emocje, gdy patrzysz na to, co zapisałeś? Gdy będziesz znał odpowiedzi na te pytania, przejdź do kolejnego kroku.

W następnym kroku zastanów się, co chciałbyś czuć rano. Pomyśl, na co chciałbyś mieć więcej czasu? Zastanów się, co musiałbyś zmienić w swoim postępowaniu, by poranki były inne niż dotychczas. By sobie to ułatwić, możesz zrobić plan idealnego poranka. Takiego, który dodawałby Ci energii i radości na cały dzień. To może być miracle morning Hala Elroda, ale wcale nie musi. Ważne, aby to były Twoje cudowne poranki.

Facebook
LinkedIn
Twitter
Email

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ:

Miracle morning, czyli cudowne poranki

Miracle morning, czyli cudowne poranki. Brzmi świetnie. Prawda? Pewnie słysząc te słowa, też tak jak ja, widzisz, ludzi wstających z uśmiechem na ustach, i radośnie

5 powodów dlaczego planuję

Mam masę marzeń, celów i działań, które chcę podjąć. I trudno by było je zrealizować, gdybym nie planował. Zresztą jest takie powiedzenie, że cel bez