Codziennie Produktywnie - logo

// Bezpłatny e-book + zapis do newslettera

JAK ZACZĄĆ I NIE PRZESTAĆ?

Wewnątrz znajdziesz…

15 piekielnie skutecznych rad, które pomogą Ci spełniać marzenia, osiągać cele, budować nawyki i zwiększać produktywność.

 

 

Wszystkie rady zostały ułożone w logiczny ciąg działań wspomagających Cię w drodze do osiągania celów.

 

 

Dołącz do prawie 1.000 osób, które regularnie czytają newslettera.

„Odkryłem prosty” sposób by schudnąć ;)

Zawsze chciałem, to napisać i w końcu nadarzyła się ku temu okazja: Robiąc tylko te dwie rzeczy schudłem 16 kilogramów.

A tak trochę bardziej na poważnie, to będzie w tym artykule o tym jak schudłem. Będzie o tym jakie to dwie rzeczy pomogły mi schudnąć. Napisałem w nim też o motywacji, która skłoniła mnie do zrzucenia nadmiaru kilogramów, ale chciałbym też, by było to również case study dotyczące podejścia do realizacji marzeń.

 

SYTUACJA WYJŚCIOWA

Przy wzroście 182 centymetry ważyłem 94 kg, a więc mój wskaźnik BMI wynosił trochę ponad 28, czyli miałem nadwagę. I do pewnego momentu wcale, ale to wcale mi to nie przeszkadzało. No dobra, może trochę przeszkadzało i myślałem sobie: fajnie byłoby trochę zrzucić tego zbędnego sadełka, ale de facto nie robiłem nic w tym kierunku.

 

DLACZEGO?

No właśnie dlaczego. Dlaczego w końcu, podszedłem poważnie do schudnięcia? To jest chyba pierwsze pytanie jakie każdy, kto planuje schudnąć powinien sobie postawić i to nie tylko w kontekście chudnięcia, ale w ogóle w każdej sytuacji, gdy zabiera się za realizację jakiegoś marzenia.

Moim dlaczego była chęć poczucia się lepiej. Po prostu chciałem czuć się lepiej. Waga zaczynała mi doskwierać i zaczynałem mieć momenty, gdy szła w górę dwa – trzy kilo. Zwyczajnie zacząłem się bać, że jak nic nie zrobię, to będę miał na wadze jedynkę z przodu.

Te 16 kilogramów, które oddzielało mnie od prawidłowej wagi ciążyło mi. I żeby to sobie lepiej uzmysłowić poszedłem do sklepu i postawiłem obok siebie na podłodze trzy pięciolitrowe baniaki z olejem roślinnym. To dawało razem 15 litrów tłuszczu, czyli prawie tyle ile chciałem się pozbyć.

 

NA SERIO

To druga kwestia, jeżeli chodzi o realizację marzeń, a w tym przypadku o odchudzanie. Robisz to na serio, czyli na śmiertelnie poważnie. Nie na żarty, nie na próbę, czy no nie wiem dla żartu. Jesteśmy dorosłymi ludźmi. Jeżeli podejmujemy jakieś decyzje, to robimy je na poważnie i tak było w moim przypadku. Postanowiłem sobie, że niezależnie jak trudna będzie to droga, to dotrę do celu i nawet jak będę upadał, zbaczał z obranej drogi, to wytrwam w swoim postanowieniu.

 

WSPARCIE BLISKICH

Wiem, że nie każdy może na nie liczyć. Ja miałem to szczęście, że moja żona nie tylko mnie poparła w decyzji o schudnięciu, ale postanowiła razem ze mną schudnąć. I to bardzo pomogło, bo mogliśmy się nawzajem wspomagać. Mogliśmy razem omawiać to co się z nami dzieje, z czym się borykamy i co nam sprawia trudność. Zwyczajnie mogliśmy się motywować i na siebie liczyć.

Jeżeli nie możesz liczyć na wsparcie bliskich, to po prostu rób swoje i się na nich nie oglądaj, z czasem, gdy dostrzegą rezultaty, zaczną inaczej na to patrzeć, a może wcale nie. I to w sumie jest bez znaczenia, bo to Twoje życie.

Bardzo ważnym duchowym wsparciem był też dla mnie nieżyjący już dziadek, który do końca życia pozostał sprawny i zawsze zdrowo odżywiał się. Więc, jeżeli realizujesz jakiś cel możesz sobie znaleźć takiego duchowego przewodnika, który będzie Cię dodatkowo motywował w drodze do celu.

 

DWIE PROSTE RZECZY

Ok. Trzymam Cię cały czas w niepewności, a Ty pewnie chciałbyś wiedzieć, co to za dwie proste rzeczy, które pomogły mi schudnąć? Otóż są to:

  • ruszaj się więcej,
  • jedz mniej.

Czyli jednak nie odkryłem ameryki. Każdy o tym wie, że żeby schudnąć trzeba się więcej ruszać i mniej jeść. Możliwe, że jesteś zawiedziony, ale nie ma drogi na skróty. Sorry 😉 A na poważnie, każdą z tych rzeczy opisałem poniżej.

 

RUSZAJ SIĘ WIĘCEJ

Zdecydowaliśmy się z żoną w pierwszej kolejności na ćwiczenia. No pewnie, kto by sobie ograniczał jedzenie. Ćwiczeniami wszystko załatwimy, nie zapisaliśmy się na siłownię, czy do fitness clubu. Zdecydowaliśmy się natomiast na ćwiczenie w domu w oparciu o plany treningowe z Internetu. I szukając takich planów trafiliśmy na stronę Marty Kruk, gdzie znaleźliśmy bezpłatne plany treningowe, które przypadły nam do gustu (jeżeli czytasz, to Marta, to wielkie dzięki za to co robisz).

Pierwsze ćwiczenia zaczęliśmy robić ponad dwa lata temu (końcówka 2021 roku), zresztą ćwiczymy do tej pory według schematu, który opracowaliśmy w oparciu o plany treningowe Marty, czyli 3 -4 razy w tygodniu po 35 – 50 minut. Do tego rok temu doszedł basen raz w tygodniu.

I co się okazało, po roku ćwiczeń? Okazało się, że nie schudliśmy, ale na szczęście też nie przytyliśmy. I to odkrycie wywołało u nas wielką frustrację. Dawaliśmy z siebie naprawdę dużo. Ćwiczyliśmy wtedy, gdy nam się nie chciało. Pracowaliśmy regularnie i ani grama nam nie ubyło. Teraz wiem, że część z tego wynikała z faktu zbudowania masy mięśniowej, ale to nie tłumaczyło wszystkiego – tłuszczyk nadal był widoczny i to tak samo wyraźnie jak na początku ćwiczeń. Był jednak jeden widoczny plus – bardzo wyraźnie poprawiła nam się kondycja.

 

JEDZ MNIEJ

I gdy tak stanęliśmy przed tym faktem, że nie chudniemy, to po podłamaniu motywacyjnym, które było naprawdę mocne (polecam tu artykuł: Rollercoaster, czyli niezbyt prosta droga do celu), zaczęliśmy szukać dodatkowego rozwiązania i w końcu niechętnie przyznaliśmy, że problem może leżeć też w tym co jemy. Postanowiliśmy iść do dietetyka, ostatecznie do niego nie dotarliśmy (zaraz napiszę dlaczego). Natomiast wiem, że w wielu przypadkach będzie to jedyna właściwa droga. I gdyby nasze rozwiązanie nie zadziałało, to na pewno skorzystalibyśmy z jego usług.

Wiedząc od znajomych i z Internetu, że jak pójdę pierwszy raz do dietetyka, to z dużym prawdopodobieństwem wyjdę od niego z zaleceniem zapisywania przez tydzień lub dwa tygodnie, tego co jem. Zatem postanowiliśmy zapisywać wszystko, co jemy. Żeby było łatwiej, wybraliśmy pierwszą z brzegu aplikację o intrygującej nazwie FatSecret. Z założenia miała nam służyć tylko do zapisywania tego, co jemy. Okazało się jednak, że można w niej ustawić cel – schudniecie. Więc stwierdziliśmy czemu nie ustawić sobie takiego celu.

Aplikację instalowałem na początku lutego 2023 roku i wtedy też podzieliłem cel na dwa etapy. W pierwszym kroku chciałem schudnąć 10 kilogramów do końca czerwca 2023. Co oznaczało, że powinienem zrzucać około 2 kilogramy miesięcznie.

Przy tak postawionym celu i mojej aktywności powinienem spożywać nie więcej niż 2800 kcal dziennie. Pomyślałem „spoko” to chyba całkiem dużo i byłem w błędzie. Przez pierwsze dwa tygodnie prawie codziennie przekraczałem ten limit. Przez kolejny miesiąc nie było tygodnia, bym nie przekroczył tego limitu.

I tu mała dygresja, niezależnie czy się odchudzasz, czy chcesz regularnie ćwiczyć, czy chcesz napisać książkę, pracę magisterską lub zrealizować jeszcze inne marzenie, to zawsze będą takie dni. Zwłaszcza na początku, że będziesz raz za razem wracał do starych nawyków. Mimo wszystko nie poddawaj się. Wygrywa nie ten, kto ani razu nie upadnie, ale ten, kto podniesie się po upadku. Wiem, że brzmi to bardzo coachingowo, ale tak po prostu jest. I w trakcie całej tej „diety” miałem wiele razy ochotę rzucić to w kąt, to zapisywanie, ważenie i ograniczanie się, i wrócić do starego „wolnego od ograniczeń” życia. Ale nie zrobiłem tego.

Na koniec czerwca schudłem trochę ponad 9 kilogramów, co było dla mnie ogromnym sukcesem. Do 10 kilogramów potrzebowałem jeszcze dwóch tygodni.

Zostało do zrzucenia jeszcze 6 kilogramów, zgodnie z wcześniejszymi doświadczeniami założyłem, że do połowy października będę ważył 78 kilogramów. Tak się nie stało. Najdłużej trwało zrzucenie ostatniego kilograma, co udało się dopiero po kolejnych trzech miesiącach.

 

CO JADŁEM?

To jest jedno z pytań, które zadaje mi wiele osób, gdy rozmawiamy o zrzucaniu zbędnych kilogramów. Jadłem, a  w zasadzie jedliśmy to samo co wcześniej. Nie chcieliśmy zmieniać radykalnie naszych przyzwyczajeń żywieniowych z różnych powodów, przede wszystkim wymagałoby to od nas zbyt dużo pracy i nauki na temat jedzenia.

Natomiast bardzo mocno ograniczyliśmy niezdrowe przekąski (chipsy, słodycze itp.). Zwyczajnie bardziej opłacało się zjeść kanapkę z miodem niż paczkę żelków, czy czekoladę. Lepiej było zjeść kolację niż pół paczki chipsów.

Nie mieliśmy rozpisanej diety, nie korzystaliśmy z rozwiązań pudełkowych, choć nic do nich nie mamy i wiem, że u wielu osób, to działa. I to jest spoko, bo pokazuje, że do tego samego celu można dojść różnymi drogami.

 

JAK CZĘSTO SIĘ WAŻYŁEM?

Raz na dwa tygodnie. Odpowiednio często, by widzieć efekty i odpowiednio rzadko, by nie popadać we frustrację, że nie widać efektów.

 

WSKAŹNIK WYPRZEDZAJĄCY I WSKAŹNIK PODĄŻAJĄCY

Przy każdym celu jaki sobie ustalamy powinniśmy ustalić dwa mierniki, które pokazują nam postępy. Jednym z nich jest wskaźnik wyprzedzający, a drugim wskaźnik podążający:

  • Wskaźnik podążający, to w skrócie miara, która pomaga nam zmierzyć postęp w realizacji celu. W moim przypadku była to moja waga.
  • Wskaźnik wyprzedzający, to w skrócie miara, która pomaga z wyprzedzeniem przewidzieć, czy cel zostanie osiągnięty, czy też nie. U mnie były to dwie miary: realizacja planu treningowego i ilość spożywanych kalorii.

Szerzej piszę o obu miarach recenzując książkę 12 tygodniowy rok, którą tak na marginesie bardzo polecam.

 

CO DALEJ?

No właśnie, co dalej jak już zrealizujesz swój cel? Niekiedy odpowiedź jest prosta. Niekiedy bardziej złożona. W przypadku odchudzania sprawa wydaje się oczywista, ale nie zawsze tak jest. Często pierwszym działaniem jakie robimy po schudnięciu jest porzucenie diety i ćwiczeń. Nawet się temu specjalnie nie dziwię. Wiele diet i ćwiczeń jest drakońskich. Ma na celu wyłącznie zrzucenie zbędnych kilogramów w szybkim tempie bez zwracania uwagi na zdrowie odchudzającego się. Ale nie jest to właściwa droga, bo prowadzi prosto do poprzedniej wagi.

Tak naprawdę schudniecie i potem utrzymanie nowej wagi, to zmiana stylu życia już na zawsze. I tak też stało się u nas. Mimo, że schudliśmy, to nadal ćwiczymy regularnie i nadal pilnujemy kalorii. Zresztą podobnie jest z wieloma innymi celami, marzeniami i nawykami, że trzeba nad nimi pracować codziennie.

Facebook
LinkedIn
Twitter
Email

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: